GLAM SHOP TURBO PIGMENTY ZORZA ARCYMISTRZ ASTEROID SZLAGIER | Ławkowy

Glamshop turbo glow arcymistrz zorza asteroid szlagier

Glam Shop, czyli nasza polska, wspaniała marka kosmetyczna rozwinęła się między innymi dzięki świetnym cieniom pojedynczym. Jestem wielką fanką Hani Knopińskiej i z niecierpliwością czekam na kolejne nowości kosmetyczne spod jej ręki i serca.

Na punkcie turbo pigmentów oszalały wizażystki, yotuberki i miłośniczki makijażu. Pierwsza seria pojawiła się w sprzedaży w zeszłym roku a na dzień dzisiejszy możemy stworzyć własną kolekcję spośród 30 odcieni. Turbo pigmenty to biżuteria makijażowa i pewnie to kwestia czasu, aż pokochają je kobiety na całym świecie! Każdy z nich jest wyjątkowy i unikatowy, więc jestem zmuszona zrecenzować poszczególny odcień osobno. Mają jedynie jedną wadę - zdjęcia nie są w stanie oddać ich trójwymiarowości, więc na końcu postu umieściłam dla Was krótki film z prezentacją.


Glamshop turbo glow arcymistrz zorza asteroid szlagier

Na samym początku muszę wspomnieć o ich wspólnych cechach i głównej różnicy. Turbo pigmenty nie są świecidełkiem, do których możecie być przyzwyczajone - mam na myśli folie czy inne błyszczące cienie. Ich baza jest półtransparentna, więc ostateczny wygląd i odcień cienia zależy od podstawy, którą same stworzymy - może to być zwykła baza, czarna kredka lub po prostu cień. Daje to mnóstwo możliwości, ale spotkałam się filmem na Youtubie, gdzie było to odebrane jako wada i wręcz oszustwo. Nie martwcie się, turbo pigmenty dają taki blask, że być może widać je z kosmosu. 
(Podobną bazę cienia można spotkać w palecie ColourPop Fortune -  miser)


Kolejna sprawa to intensywność. Z samych filmów prezentacyjnych u Hani można dostrzec, że blask poszczególnych turbo pigmentów jest różny (Hania także o tym wspomina). Więc może się zdarzyć, że spodoba Wam się dany odcień a w rzeczywistości nie będzie dawał takiego ognia jak oczekiwałyście. Podzieliłabym je raczej na te mega i TURBO.
Glamshop turbo glow arcymistrz zorza asteroid szlagier

 ASTEROID

Żałuję, że nie możecie zobaczyć go na żywo. Jego sam wygląd w "słoiczku" spowodował, że zwyczajnie mnie zatkało! Jego konkretne drobiny rażą po oczach i długo się nie zastanawiając włożyłam palucha w tę turbo piękność a on dosłownie się utopił. Cień jest bardzo miękki i ruchliwy, przemieszcza się w pojemniczku. Na szczęście wszystkie są zabezpieczone kawałkiem pianki (radzę ich nie wyrzucać). Mój asteroid nie wygląda już tak estetycznie, jest lekko pokruszony. Przez specyficzną konsystencję nie należy do wydajnych. Po każdym makijażu dostrzeżecie zużycie.

Z całej czwórki jest najbardziej kłopotliwy, ale jednocześnie daje najwspanialszy efekt. Na powiece mieni się milionami drobinek o mokrym wykończeniu. Gdybyście mogły zobaczyć jak niesamowicie wygląda przy każdym ruchy powieki, magia. Na jasnej bazie mieni się głównie na złoto a jego podstawa jest nudziakowa. Nałożony na czarną kredkę wybija chłodne tony, istny kameleon.

Na ręce możecie go zobaczyć jak prezentuje się na jasnej bazie / w makijażu nałożyłam go na czarną kredkę.

Glamshop turbo glow  asteroid

ZORZA

W porównaniu do poprzednika zorza ma mniejsze i chłodniejsze drobinki, ale również osiągamy nią solidny blask. Jej baza jest jaśniejsza, pod pewnym kontem liliowa, przypomina syreni ogon. Idealnie nada się nie tylko na powiekę ruchomą, ale również w wewnętrzne kąciki. Jeśli nałożymy ja na czarną bazę drobinki będą wpadać w zieleń. Cień nie jest tak delikatny jak asteroid, nie rozsypuje się podczas dotyku.

Glamshop turbo glow zorza

ARCYMISTRZ

Nazwa mówi sama za siebie i chociaż wahałam się przed jego zakupem, przy każdym dotknięciu nie mogę wyjść z podziwu jak ten turbo pigment jest wyjątkowy. Wielkością drobinek przypomina zorzę, ale konsystencja jest bardziej miękka i zmierza ku asteroidowi (oba pochodzą z ostatniej kolekcji). 

W opakowaniu wygląda na fiolet z chłodnymi niebiesko - fioletowymi drobinkami. Na ręce pigment jego bazy jest praktycznie niewidoczny, ale na powiece zamienia się w przepiękny fioletowo różowy blask. Dopiero na czarnej bazie wybijają się mocne niebieskie drobinki na fioletowej bazie - czyli tak jak odbieramy go w opakowaniu:)

Glamshop turbo glow arcymistrz

SZLAGIER

Przy prezentacji Hania wspomniała, że jest on taką turbo kosmiczną pieczarką  (cień ze zwykłej, starszej kolekcji). Mój ulubiony, chłodny odcień, który robi cały makijaż. Szlagier od razu wpadł do koszyka iii nie jestem do końca przekonana, czy jego odcień chociaż odrobinę przypomina pieczarkę. Na jasnej bazie wybijają się tony zgniłej zieleni z chłodnym srebrem, ale w mojej opinii są to różne cienie. 

Z kolei na czarnej kredce wypada jedynie ciemniej, intensywniej. W porównaniu do wcześniejszej trójki jego podstawa jest najbardziej napigmentowana i chociaż drobinki pięknie się mienią nie może się równać z asteroidem. Nie jest to turbo pigment, raczej taki mega pigment:D

Turbo pigmenty 
Cena: 25 zł
Glamshop turbo glow szlagier

 ŁAWKOWY

Do mojego ostatniego zamówienia dorzuciłam również cień z klasycznej kolekcji. Zwykłe, matowe, pojedyncze cienie, które zostały wypuszczone w ostatnich miesiącach nie są nadzwyczajnie popularne - pewnie dlatego, że przyćmiły ich turbo pigmenty.

Dla każdej papugi mogą wydać się piękne - zielenie, żółć, błękit, elektryzujący fiolet. Sama wybrałam intensywną zieleń (która na swatchu zupełnie nie przypomina siebie). Na powiecie odcień prezentuje się przyzwoicie, ale jego formuła jest tragiczna i ciężko się z nim pracuje. Mocno się osypuje i jest nieskory do budowania. Raczej odpuszczę sobie kolejne intensywne odcienie z Glam Shopu.

Cena: 13,00 zł

glamshop ławkowy








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Karolina Horsi blog , Blogger