Organic Shop, organiczny krem do ciała JAPOŃSKA KAMELIA

Organic Shop, organiczny krem do ciała JAPOŃSKA KAMELIA



Opis producenta:


"Łagodny krem do ciała na bazie organicznego ekstraktu kamelii i 5 olejów z pestek winogronowych, bergamotki, paczuli, melisy i moreli. Krem wyśmienicie nawilża i zmiękcza skórę, sprawiając, że staje się gładka i aksamitna.

Skład: Aqua, Isopropylpalmitate, Glyceryl Stearate SE, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Vitis Vinifera Seed Oil, Citrus Aurantium Bergamia Fruit Oil, Pogostemon Cablin Oil, Organic Camelia Japonica Seed Extract, Melissa Officinalis Leaf Oil, Prums Armeniaca Kernel Oil, Sodium Stearoyl Gllutamate, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Iron Oxides, Parfum"



Moja opinia:

Na wstępie zaznaczę, że okresie zimowym moja skóra jest mocno sucha, bez dobrych nawilżaczy normalnie nie funkcjonuje.
Krem używam od połowy listopada, dobijam powoli dna. Pomimo bardzo gęstej formuły jest wydajny i wcale go sobie nie żałuję. Powoli się wchłania, ale nie mogę zarzucić mu złego działania. Skóra jest mocno nawilżona, przyjemna w dotyku i na dłuższą metę skóra jest znacznie bardziej odżywiona.
Wersję "japońska kamelia" zamówiłam z nadzieją, że krem będzie mnie dodatkowo otulał pięknym zapachem. Niestety, zapach jest męczący, ciężki - jak na mój wytrzymały nos naprawdę mocno drażniący. Co gorsza, utrzymuje się on na skórze bardzo długo. 

Za 250 ml zapłacimy ok 12-15 zł, w każdym sklepie internetowym cena jest inna. Pomimo dobrego działania nie kupię kremu ponownie - mój nos wystarczająco dużo przeszedł przez ostatnie 3 miesiące :)




Znacie markę Organic Shop? Pomimo obolałego nosa jestem ciekawa co jeszcze mają w asortymencie:)
Sleek, Matte me Birthday suit nr 436

Sleek, Matte me Birthday suit nr 436




Od miesięcy, do znudzenia na instagramie a także youtubie królują usta w odcieniu Dusty Rose Anastasii Beverly Hills. Dzisiaj mamy mnóstwo zamienników kultowego już odcienia i bez problemu znajdziemy szminkę bądź konturówkę w tym specyficznym kolorze. Oczywiście nie każda z nas ma usta jak Kylie Jenner i efekt zupełnie nie będzie przypominał zdjęć, przy których można powzdychać, jednak odcieniem tym można się na tyle zabawić, że nasze usta optycznie wydadzą się większe (wyjątkiem są moje wąskie usta, którym żadne tricki nie pomogą). 

Szczególnie spodobała mi się wersja marki Sleek, która wygląda niemalże identycznie jak Dusty Rose - przynajmniej na moje oko. Dodatkowo daje nam perfekcyjnie matowe wykończenie - czego chcieć więcej?


Opis producenta:

"Sleek Makeup Matte Me to wyjątkowa płynna szminka dająca matowe wykończenie za jednym pociągnięciem bez konieczności powtórnej aplikacji. Dzięki płynnej konsystencji jest bardzo łatwa w aplikacji a zarazem niezwykle trwała.
Birthday Suit - klasyczny odcień nude.
Pojemność: 6 ml "





Moja opinia:

Wizualnie szminka jest bardzo klasyczna a zarazem praktyczna - przez przeźroczysty plastik widać odcień danej szminki, co będzie wygodne przy większej kolekcji.
Zapach jest delikatny, lekko wyczuwalny - ale to chyba normalne przy matowych szminkach.
Wewnątrz mamy wygodny aplikator z gąbeczki jak w przypadku płynnych szminek Bourjois czy Wibo. Przed pierwszą aplikacją byłam naprawdę zachęcona kolorem i sądziłam, że będę ją męczyć póki mililitry nas nie rozdzielą. Nie mam tendencji do wysuszania się ust przez szminki, szybko się regenerują.

Więc jakie było nasze pierwsze spotkanie?
 Bardzo nieudane. Pomalowałam usta i pojechałam na uczelnie, już w drodze czułam nieprzyjemne ściągnięcie. Po godzinie bez jedzenia i picia szminka zdążyła się zjeść od środka - co lepsze, pozostałe miejsca były nią nadal mocno pokryte co wyglądało komicznie. Usta wyschły na wiór
Po obiedzie moje usta nadawały się jako efekty specjalne do cyrku -  kontur ust podkreślony na lata 90te, dalej to już tylko plamki dalmatyńczyka. Musiałam to szybko zmyć, jednak koszmar się nie kończył - ten pasożyt wszedł w niektóre miejsca tak mocno, że ścierałam usta do czerwoności. 
Do pomadki podchodziłam jeszcze kilka razy, niestety na próżno. Kolor osobiście uważam za godny uwagi, ale formuła naszego Sleekowego bohatera to żart. Nie wiem, czy trafiłam na fatalny egzemplarz czy są one naprawdę beznadziejne?

Poniżej możecie zobaczyć jak prezentuje się na ustach. Zapytacie, po co się męczę i wciąż nakładam? Chciałam pokazać wam, jak się prezentuje - zanim zdążyła wysuszyć moje usta, zmyłam ją płynem micelarnym i obeszło się bez krzyku:)

Razem z innymi (pięknymi) kolorami dostępna m.in w Mintishop'ie, gdzie kupiłam ją za 26,99 zł.

Jeżeli przeglądałyście inne kolory, podpowiedzcie mi, czy znacie jakikolwiek zamiennik tego odcienia? 













Wibo, Fixing Powder, puder utrwalający - czy tak dobry jak o nim mówią?

Wibo, Fixing Powder, puder utrwalający - czy tak dobry jak o nim mówią?


 Hej!

Dzisiaj weźmiemy pod lupę puder, który pewnie dobrze znacie (chociażby z opowieści innych blogerek). Przez moje ręce nie przewinęło się zbyt wiele "utrwalaczy" z dość prostego powodu - mam swojego ulubieńca a moja wyjątkowo kapryśna (mieszana) cera nie zaprzyjaźnia się z byle pierwszym lepszym pudrem. Przez długi czas używałam ryżowy wybawiacz od Paese. Jest to jedyny kosmetyk, który potrafi okiełznać niechciany błysk. Jakiś czas temu kupiłam z ciekawości transparentny puder od Essence - all about matt. Tak jak nasz dzisiejszy bohater zbiera wiele pochwał, więc mógł wykazać się na twarzy z blaskiem księżyca.
Jak się sprawdzał? Dla porównania Paese miał u mnie zasłużone 10/10. Essence nie wytrzymywał napięcia tak długo, ale matowił skórę przez kilka godzin - 8/10. Pewnego słonecznego dnia, kiedy moje dziecko bez żadnych hamulców chciało poznać zawartość mamy toaletki, dorwało nieszczęsny puder Essence i rozkruszyło w mak! Wyobraźcie sobie jak wyglądał mój kudłaty dywan :) Najbliżej mam do Rossmanna, więc poszliśmy po nowego pogromcę sebum i tak trafiło na Fixing Powder od Wibo.
P.S teraz mój syn zaczął lubować się w pomadkach, załamuję ręce:)



 Opis producenta:

Półtransparentny utrwalacz makijażu w sypkim pudrze. Matuje, utrwala zarówno podkład i korektor. Zapewnia idealną bazę wyjściową do aplikacji różu i rozświetlacza. Jego drobnozmielona konsystencja ułatwia dopasowanie do każdego rodzaju podkładu. Zawarty w nim kolagen działa nawilżająco i regenerująco. 

Skład:

Talc, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Mica, Magnesium Stearate, Silica, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol, Hydrolyzed Collagen, Parfum, CI 77499, CI 77491, CI 77492





Moja opinia:

Jak na transparentny produkt przystało, puder zamknięty w okrągłym pojemniczku. Plastik zaliczyłabym do grona z "tej gorszej jakości". Pewnie tak jak stara wersja Paese, szybciej czy później ulegnie pęknięciu

Po odkręceniu ukazuje się nam zabezpieczona folią dolna część pojemniczka z naszym 6 - gramowym kosmetykiem. Nie znajdziemy wewnątrz puszka czy gąbeczki -  chociaż mimo wszystko uważam je za zbędne. Pierwsze wrażenie było naprawdę pozytywne i jeśli macie go w swojej kosmetyczce wiecie o czym mówię - ma bardzo przyjemny, perfumowany zapach. Jego kolor jest  jasny, w chłodnej tonacji. Po nałożeniu na twarz stapia się ze skórą i na szczęście nie robi trupiej, wyblakłej maski. Rozcierając go na dłoni, byłam zdziwiona jaki jest delikatny w dotyku - śmiem sądzić, że jest to powód, przez który nie daje na twarzy płaskiego matu. Na mojej mieszanej cerze otrzymuje satynowe wykończenie, przez co efekt jest naturalny i estetyczny. Co ważne, nie przesusza okolic wokół oczu i nie podkreśla suchych skórek. W kwestii matowienia - jestem zawiedziona. Już po 2 - 3 godzinach "cała" się świece. W przypadku pudru ryżowego nie musiałam się o to martwić, nawet w największe upały. Pewnie sprawdzi się u większości kobiet, jednak wyrzutki z ekstremalnie błyszczącą cerą mogą nie być zadowolone w 100%.








Dla porównania:

Przybliżony czas działania (bez poprawek), używanych w ostatnim czasie pudrów.
                                               
                                          na kremie BB Skin79                               na podkładzie

Paese - puder ryżowy            ok 7 - 8 h                                                      8 - 9 h

Essence                                  ok 4 - 5 h                                                      ok 5 h
all about matt

Wibo 
Fixing Powder                          ok 2 h                                                      ok 2 -3 h


Cena: ok 12-13 zł/6g 






Macie w swoich zbiorach Fixing Powder od Wibo? Jesteście zadowolone?:)



Skin79, Aloe aqua smoothing gel 92% - czyli magiczna moc aloesu.

Skin79, Aloe aqua smoothing gel 92% - czyli magiczna moc aloesu.


Hej kochani!

Kto by pomyślał kilka lat temu, że do łask wrócą zioła, będziemy częściej sięgać po zdrowe jedzenie i docenimy rośliny, które pozytywnie wpłyną na nasze zdrowie i urodę. Aloes nie jest czymś odkrywczym, jego właściwości były już znane przez starożytne cywilizacje. Na szczęście mamy o tyle prościej, że praktycznie czysty aloes możemy dostać bez wychodzenia z domu - kurier przyniesie nam go pod sam próg:)

Jak aloes wpływa na nasze ciało?


  • nawilża i pielęgnuje skórę
  • leczy rany, oparzenia, pęcherze na skórze
  • opóźnia proces starzenia się skóry
  • zmiękcza naskórek
  • pomaga zwalczyć hemoroidy
  • może być stosowany przy chorobach dziąseł, wrzodach żołądka, bezsenności
  • hamuje wypadanie włosów
  • oczyszcza organizm z toksyn
  • poprawia krążenie krwi
  • przyśpiesza przemianę materii
  • poprawia odporność
  • obniża poziom cholesterolu

Jak widzicie, aloes może mieć wszechstronne zastosowanie - nie tylko zewnętrzne ale też wewnętrzne. Dzisiaj jednak zachwycimy się żelem aloesowym od Skin79, który został zerwany aż w Korei południowej!




 Opis producenta: 

Łagodzący żel aloesowy 92% - 300g. Łagodzący żel aloesowy składa się w 92% z czystego aloesu pochodzącego z wyspy Jeju (Dżedżu, najmniejszej prowincji Korei Południowej). Czysty ekologicznie żel ma nieocenione właściwości pielęgnacyjne. Działa kojąco na skórę wrażliwą i podrażnioną. Zapewnia długotrwałe nawilżenie bez śladu tłustej warstwy. Pobudza regenerację naskórka. Przyjemnie pachnie. Idealny do każdego typu cery, od wrażliwej i suchej, po tłustą i trądzikową. Można stosować to twarzy, ciała i włosów, najlepiej na nieco wilgotną skórę.



Moja opinia

Żel otrzymujemy w zielonym słoiczku, przez co wydaje się, że jest w podobnym kolorze - nic bardziej mylnego, aloes jest prawie przeźroczysty. Pomimo plastikowego zabezpieczenia, którego już się pozbyłam, słoiczek nie uchronił aloesu podczas upadku. Cała pojemność jest na tyle ciężka, że "zakrętka" się otworzyła i tak pożegnałam się z (na szczęście niewielką ilością) aloesu.

Jeśli nie miałyście nigdy kontaktu z tą substancją, pewnie zastanawiacie się jaki ma zapach i formułę. Mój nos nie jest wybredny, jednak w moim odczuciu ma on łagodny, przyjemny zapach, który w żadnym stopniu nie działa odpychająco. Po samym zapachu, można się domyślić, że mamy kontakt z "czymś" pochodzenia roślinnego. Aloes 92% ma konsystencję roztapiającej się galaretki, która delikatnie ciągnie się za palcami. "Porcja" aloesu położona na dłoni daje uczucie maksymalnie mokrej substancji - nic dziwnego, że za chwilę dogłębnie nawilży skórę.

Jak na 300 gram, w dość szybkim tempie znika z mojego słoiczka. Jednak używam go często i w sporych ilościach. Niebawem czekają mnie kolejne zakupy.

Przejdźmy do najważniejszej kwestii, czyli działania. Z początku nakładałam go na twarz, na noc w małych ilościach, po czym wklepywałam dodatkowo krem. W tamtym okresie czułam niedosyt, nie zauważyłam nic spektakularnego i na jakiś czas odstawiłam go w kąt. Nie bez powodu kobiety wzdychają na jego widok - zrobiłam podejście drugie. Tym razem zaczęłam nakładać go solo w postaci grubej pierzynki a'la maseczka. Po kilku dniach moja skóra zmieniła się nie do poznania! Od zawsze mam problem z nadmiernym przesuszaniem i z trudem dobieram kosmetyki pielęgnacyjne. Tym razem zostałam zaskoczona mocno nawilżoną skórą, miękką w dotyku, bez zbędnych skórek. Nawilżona skóra, to szczęśliwa skóra - sebum nie wydziela się w tak szybkim tempie a makijaż wygląda o niebo lepiej.
 
Aloes nakładam jedynie na noc, w ciągu dnia sięgam po zwykły krem. Nie sprawdza się u mnie jako "baza" pod makijaż. Nakładany krem BB lub podkład lubi się wtedy rolować.

W przypadku działania na włosy, nie mogę podzielić się z wami moim doświadczeniem. Aloes jest na tyle mokry i wodnisty, że nakładanie go na długie włosy jest dla mnie męczące. Próbowałam bodajże dwa razy, jednak wolę pozostać przy olejach:)

Słoiczek z żelem aloesowym 300 g możecie kupić na stronie polskiego Dystrybutora tutaj. 
Patrząc na asortyment, nie znalazłam żelu z 92% zawartością aloesu, być może jest już niedostępny. Mimo wszystko, sklep oferuje żel z 99% zawartością naszego magicznego składnika, który obecnie jest na promocji.

Żel aloesowy 99% 

Cena: 39,90 zł (promocja)




Stosujecie w swojej pielęgnacji kosmetyki z aloesem?:)
Jak wasze wrażenia?
 
Konturowanie na mokro z KOBO: Face contour mix & kredka do konturowania 3 sculpting

Konturowanie na mokro z KOBO: Face contour mix & kredka do konturowania 3 sculpting




Hej!

Kilka miesięcy temu w końcu miałam okazję zajrzeć do drogerii Natura (jest mi do niej zawsze nie po drodze). Cel był zamierzony - szafa Kobo! To był mój szczęśliwy dzień, trafiłam na promocję -40% i w tym samym czasie na półki trafiły nowe kredki do konturowania. Do mojego koszyka trafiła m.in paleta Face contour mix (którą zna chyba każda kosmetykoholiczka) a także kredka 3 sculpting.

Wyobrażacie sobie obecnie makijaż bez konturowania? Tak, wiem, że u wielu z was jest to nadal zbędny krok, ale kobiety z typem urody jak moja zostały wybawione tymi kosmetykami. Przy makijażu dziennym ograniczam się naprawdę do minimum, ale bronzer na policzkach po prostu MUSI BYĆ!:)





Dlaczego warto konturować się na mokro?

Kremowy kosmetyk pod wpływem ciepła bardziej stapia się z naszą cerą i jest mniej widoczny, bardziej subtelny. Latem szukamy sposobu jak zakryć to i owo na twarzy i po wyjściu z domu nie spłynęło pod wpływem temperatury. Oczywiście, że najprościej jest wyjść bez makijażu, ale dlaczego mamy sobie go całkowicie odmawiać?:) 

Najgorszą sytuację mają osoby z tłustą czy tez mieszaną cerą - jak moja. Utrzymanie nawet lekkiego makijażu w ryzach to niemały wyczyn. Nie można narzekać tylko wziąć się w garść, ja nauczyłam się żyć z tym problemem i wciąż oszukuję skórę m.in produktami z dzisiejszego postu. 


Face contour mix



Opis producenta:

 Zestaw kremowych podkładów do konturowania twarzy. Niezastąpiony w makijażu scenicznym i fotograficznym. Idealnie wtapia się w skórę,tuszuje niedoskonałości i przebarwienia oraz pozwala na osiągnięcie efektu perfekcyjnie wymodelowanej twarzy. Do mieszania lub stosowania pojedynczo. Produkt wizażysty. 

Skład:

 Benzyl Salicylate, Candelilla Cera, Caprylic Capric Triglyceride, Cetyl Palmitate, CI 12085, CI 15985:1], CI 19140:1, CI 77491, CI 77492, CI 77499, Citronellol, Copernicia Cerifera(Carnauba)Wax, Coumarin, Ethylparaben, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Kaolin, Methylmethacrylate Crosspolymer, Octyldodecanol, Parfum, Petrolatum, Syntethic Besswax, [+/- CI 77891, α-Isomethyl Ionone Tocopheryl Acetate 




Moja opinia:  

Paletka wykonana jest z "cienkiego" plastiku. Myślę, że producent przesadził z tym przeznaczeniem dla wizażystów, raczej samą jakością opakowania skierowany jest dla zwykłych "śmiertelników" jak ja:)

W paletce znajdują się 4 odcienie kremowych podkładów. Według mnie ich przeznaczenie to:

żółty - rozjaśniający
brzoskwiniowy - kamuflujący
jaśniejszy brąz - konturowanie
ciemny brąz - brązujący

Biorąc pod uwagę konsystencję, jest dosyć gęsta i ciężka do bezpośredniego zaaplikowania, dlatego jestem zmuszona delikatnie roztopić (jakkolwiek to brzmi) dany kolor palcami. Pod wpływem ciepła problem znika. Najjaśniejszy odcień zupełnie się u mnie nie sprawdził, nie wiem czy to wina koloru czy owej TĘPEJ konsystencji, ale wygląda po prostu nieestetycznie. Brzoskwinia okazała się zbędna, jest zbyt ciemna na kamuflowanie. Jestem na półmetku i połowa paletki w tym momencie okazała się nieużyteczna.

2 brązy mają naprawdę idealne kolory do konturowania i optycznego poprawiania wyglądu twarzy. Mamy tutaj chłodny i cieplejszy odcień - pierwszy do samego konturowania, ciemniejszy do przybrązowienia określonych partii. Niestety, ich konsystencja sprawia, że praca nimi jest po prostu nieprzyjemna. Źle się rozcierają i trzeba włożyć sporo serca, aby ostateczny efekt był zadowalający. Może  stwierdzicie, że narzekam, ale same wydobycie i nałożenie kosmetyku jest dla mnie niewygodne. Nakładanie palcami może okazać się przerysowaniem a pędzel "maczany" w tak gęstym podkładzie to dla mnie absurd:)



Cena regularna: 19,99 zł
Dostępność: drogerie Natura






Kredka do konturowania Step 3 - sculpting 



Opis producenta:

Trzy kredki do rozjaśniania, konturowania i modelowania owalu twarzy. Wygodne w aplikacji,  osiadają mechanizm wykręcana i nie wymagają strugania.
1. HIGHLIGHTING – Kredka przeznaczona do rozjaśniania, rozświetlania twarzy.
2. SHADING – Kredka do konturowania, nadaje cerze koloryt oraz pomaga stworzyć cienie wyszczuplające kształt twarzy.
3. SCULPTING – Kredka przeznaczona do modelowania owalu twarzy i jej optycznego wyszczuplenia.

źródło: internet 

Moja opinia:

Jak widzicie wyżej, do wyboru mamy 3 odcienie kredek (rozjaśniajaca, konturująca, brązująca). Celowo wybrałam cieplejszy kolor, czyli kredkę nr 3 i używam jej do konturowania. Zauważyłam, że zbyt chłodne brązy nie wyglądają przy moim kolorycie naturalnie. 

Kredka jest bardzo poręczna i wygodna w "obsłudze". Praca nią to czysta przyjemność. Dzięki samej idei brązera w kredce, aplikacja jest wyjątkowo prosta i nie zrobimy sobie tak szybko krzywdy:)
Jej formuła jest wystarczająco miękka, aby bez problemu nałożyć i rozblendować ją na skórze. Efekt jest delikatny, ale widoczny, dlatego kolejnym krokiem jest przypudrowanie i jedno pociągniecie pędzlem z bronzerem w kamieniu, aby osiągnąć naturalnie wyglądający kontur. Kredka jest wysuwana, dlatego nie trzeba się martwić o temperowanie.

Cena regularna: 19,99 zł
Dostępność: drogerie Natura







Używacie kosmetyków na morko do konturowania?:) 
Copyright © 2016 Karolina Horsi blog , Blogger